67
Products
reviewed
0
Products
in account

Recent reviews by FireStorm

< 1  2  3  4  5  6  7 >
Showing 1-10 of 67 entries
No one has rated this review as helpful yet
6.9 hrs on record
Dusk zaczyna się jak dobrze wykonany, ale w gruncie rzeczy prosty, hołd dla boomer shooterów pokroju Quake'a, z szukaniem kolorowych kluczy na czele. Dopiero późniejsze akty znoszą kajdany oczekiwań i tworzą coś interesującego oraz świeżego. Nawet jeśli całość ostatecznie jest po prostu solidna.

To przede wszystkim zasługa projektu poziomów. Abstrakcyjna geometria boomer shooterów to zaledwie punkt startowy, by później tworzyć iście monumentalne budowle, escherowskie labirynty czy interesujące zabawy z grawitacją. Często zmienia przy tym setting, od industrialnych maszyn po gotyckie zamki.

Pod względem samej rozgrywki jest bardzo solidnie, ale mniej innowacyjnie. To szybki shooter z jeszcze szybszym wślizgiem i przeciwnikami nie dającymi chwili wytchnienia. Oraz wieloma sekretami. Niemniej, poziomy MachineGames w remasterach Quake'a robiły na mnie większe wrażenie konstrukcją starć.

Dostępny arsenał to klasyczny zestaw ze strzelbą czy rakietnicą na czele i jedynie ulepszenia, jak spowolnienie czasu rodem z Superhota, się wybijają. Za to jestem fanem kozackiego przycisku do podrzucania broni. Projekty przeciwników, a w szczególności bossów, często rozczarowują swoją prostotą.
Posted January 19.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
No one has rated this review as helpful yet
6.8 hrs on record
Trudno o bardziej opisowy tytuł niż Skate Story. To gra narracyjna, w której wcielamy się w demona ze szkła i bólu. Zawiera on umowę z diabłem, w ramach której jego dusza otrzyma wolność, o ile zje siedem księżyców oświetlających bladym blaskiem każdy z kręgów piekielnych. I dokona tego przy pomocy deskorolki, bo to również gra o czesaniu trikulców na desce.

I to czesaniu w jakim stylu! Zapomnijcie o piekle otoczonym płomieniami, a powitajcie nocne krajobrazy miasta, przefiltrowane przez szorstki kamień, pryzmatyczne szkło i neonowe światła. Ze zdrową szczyptą nowojorskiego folkloru oraz vaporwave'u. Za ten w dużej mierze odpowiada fenomenalna ścieżka dźwiękowa autorstwa Blood Cultures oraz Johna Fio, która od wielu dni nie znika z mojej muzycznej listy. Developer pragnął odtworzyć atmosferę samotnej jazdy na desce nocą przez miasto, ze słuchawkami w uszach. Ten stan, gdy wszystko wydaje się możliwe, a jednocześnie nieosiągalne. Udało mu się to bezbłędnie, ale nie znaczy to, że Skate Story dryfuje tylko na fali melancholii dla osób cierpiących na bezsenność.

Rozgrywka opiera się na trzech filarach. Pierwszy z nich to otwarte lokacje skupiające się na rozmowach z tubylcami oraz swobodnym szlifowaniu umiejętności jazdy na desce. Tu wybrzmiewa poetycka i nieco surrealistyczna strona gry, nakazująca spokojnie nasiąkać miejską atmosferą oraz poczuciem buntu i wolności, nierozerwalnie związanymi z kulturą skejterską. W drugim pędzi się przez dynamicznie zmieniające się tory przeszkód. Pozwala to niemal wpaść w trans, gdy prędkość i bit muzyki zlewają się w synestetyczne doświadczenie. Trzeci zaś to emocjonujące walki z bossami, gdzie tąpnięcie deską o ziemie zadaje tym więcej obrażeń im wyższa jest zbudowana kombinacja trików. O ile początkowe księżyce nie stanowią wyzwania, tak slalom między atakami strażników piekła czy pościg za uciekającym blaskiem niedoszłego posiłku robią ogromne wrażenie.

Skate Story nie plasuje siebie jako konkurencję dla Tony'ego Hawka, ale też nie traktuje rozgrywki pobieżnie. Jej system jazdy jest zaskakująco rozbudowany, a nauka podstaw nierzadko kończy się bolesnym roztrzaskaniem szklanego ciała demona o bruk. To po prostu cudowna gra o całości doświadczenia jazdy na desce: zarówno tej fizycznej i dynamicznej stronie, jak i bardziej refleksyjnej i poetyckiej. Co docenił nawet taki laik czterech, małych kółek jak ja.
Posted January 16.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
No one has rated this review as helpful yet
7.0 hrs on record
Jesteś inżynierem. Budzisz się w ośrodku wypoczynkowym na Księżycu, ubierasz kombinezon i zabierasz się do roboty. Tylko że nikogo tu nie ma. Metal kurczy się i rozciąga pod wpływem temperatury, skrzecząc przy tym niemiłosiernie. Kineskopy wyświetlające tablicę przylotów piszczą, jakby miały zaraz zgasnąć. Kapiące krople wody odbijają się echem w rurach, a wideo reklamowe wita nieobecnych przyjezdnych. Stacja, choć pusta, jest żywa i oddycha.

Routine reprezentuje kasetowy futuryzm - wizję przyszłości opartą o technologie lat 80. Miniaturowe kineskopy, monochromatyczne interfejsy komputerów i wszechobecne przyciski oraz przełączniki, które obsługuje się ręcznie. Technologia jest tu namacalna i nierzadko bywa kapryśna. Podstawowym narzędziem jest CAT, przypominające kamerę z programu Apollo urządzenie wielofunkcyjne. Wyposażone jest w kamerę i ekran kineskopowy o niskim odświeżaniu, który czasami wymaga rozmagnesowania przyciskiem. Obcowanie z urządzeniami jest nie tylko zabawą samą w sobie, ale też sprawnie inkorporowano je do rozgrywki. Zmiana trybu CAT-a wymaga naciśnięcia serii klawiszy oraz użycia suwaków, co w sytuacji zagrożenia może być wyzwaniem.

A zagrożeń, jak to w horrorze, jest aż nadto. Baza patrolowana jest przez humanoidalne roboty pod kontrolą SI, której nie podobają się żywe istoty. Nie kontroluje jednak wszystkich mechanicznych ciał jednocześnie, a przeskakuje między nimi w czasie patrolu. Sprawia to, że widok nawet nieaktywnej maszyny jest niepokojący, ponieważ w każdej chwili może ożyć, a możliwości obronne są ograniczone. Można próbować tymczasowo ogłuszyć oprawcę, ale najskuteczniejsze jest schowanie się w szybie wentylacyjnym czy pod stołem. Z tego względu nawet proste czynności, jak czytanie maili w terminalu, wymaga ciągłego nasłuchiwania kroków i staje się testem nerwów.

Routine dobrze rozumie, że największym wentylem dla napięcia w horrorze jest śmierć, dlatego nie odkręca go tak łatwo. Złapanie przez robota nie skutkuje natychmiastową śmiercią, a brutalnym rzuceniem o podłogę i szansą na ucieczkę. To nie zwyczajne ułatwienie, a mechanizm podniesienia stawki pościgu. Serce bije wtedy jak szalone, a SI potrafi też zmieniać dynamicznie strategię i ciało w trakcie pogoni. Natomiast jeśli ktoś uważa, że gra jest jednak zbyt pobłażliwa, późniejsze etapy radykalnie zmieniają zasady łamiąc horrorowe schematy w zaskakujący sposób.

Atmosfera Routine jest niezwykle immersyjna. Diegetyczne interfejsy, bogate, industrialne dźwięki czy konieczność nasłuchiwania każdego kroku przeciwników sprawiają, że napięcie momentami było nie do zniesienia, szczególnie w drugiej połowie gry. I niech was nie zwiodą zwiastuny ani powyższe wrażenia - to nie jest kolejna opowieść o złej SI. To pięknie opowiedziana i zachwycająca wizualnie alegoria, o której trudno przestać myśleć nawet na długo po zobaczeniu napisów końcowych.
Posted January 16.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
No one has rated this review as helpful yet
3.0 hrs on record
Geometry Wars: Retro Evolved to czysty i piekielnie uzależniający arcade. Jeden tryb i jeden cel - bicie kolejnych rekordów punktowych, a mimo to trudno się od niego oderwać. Duża w tym zasługa fenomenalnej, neonowej oprawy graficznej bazującej na wektorach oraz wielu kolorowym efektom wybuchów.

Przeciwnicy są bardzo różnorodni w wyglądzie i zachowaniu, wymagając różnych taktyk, ale kompletnym strzałem w dziesiątkę było dodanie czarnych dziur. Stanowią zarówno pomoc, jak i przeszkodę, dodając istotną i interesującą warstwę strategiczną.
Posted January 8.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
1 person found this review helpful