Agnes
Janky
Antarctica
Mam coś do powiedzenia.
Wiec zamknij mordę i słuchaj.
Spędziłem trzynaście lat życia ledwo ogarniając, co się wokół mnie dzieje.
Pijany, delikatnie mówiąc.
Nagle zobaczyłem ją, latarnię uliczną świecącą mi w twarz.
500 gigawatów mocy Boga.
Widziałem obraz mojego rozdętego ciała znalezionego w jakimś rowie.
Przestraszyłem się.
Kupiłem więc koszulę z kołnierzykiem, wziąłem
kredyt hipoteczny i wyrobiłem sobie kartę kredytową.
Wszystkie rzeczy, które czynią człowieka dobrym.
Miałem nadzieję, że uda mi się wychować dzieci na lepszych ludzi niż ich ojciec.
Chciałem wierzyć, że nigdy nie byłem o krok od mojego najgorszego „ja".
Ale prawda jest taka.
Dyscyplina.
Chęci.
Rutyna.
Niekończąca się jebana desperacja, by wszystko załatwić.
Kochająca żona? Wspaniałe dzieci?
Trzeźwość?
Mówię ci.
Tobie.
Osiągnięcia, za którymi goniłem przez całe życie.
Nigdy nie czułem się tak dobrze, jak tego oczekiwałem po przekroczeniu linii mety.
...
Więc teraz, gdy już jesteśmy na końcu. Przeprowadzając rachunek sumienia.
Podczas tych nocy, gdy kręciło mi się w głowie i zapadałem się w kanapie.
W moich dłoniach było rozbite szkło. Bawiła mnie zastygająca krew.
Stare psy śmiały się i warczały na łóżku wodnym, szydząc z księżyca, że ośmielił się
pokazać swoje oblicze.
Same mdłości, zgliszcza, wymiociny i paskudne okrucieństwo.
A jedynym problemem na świecie była pusta butelka.
To były najlepsze dni w moim życiu.
Tak.
To były najlepsze dni w moim życiu...
Nie mam nic do ukrycia. Jestem gotowy stawić czoła muzyce.
Widzę siebie takim, jakim jestem.
Ale ty? Tchórzliwy, samolubny skurwiel i nawet tego nie widzisz.
Powinienem był być w stanie chronić dzieciaka...
Jeśli mógłbym zrobić jedną rzecz dobrze, to chciałbym dać mu choć jedną szansę
na zejście z tej przeklętej skały.
Mam coś do powiedzenia.
Wiec zamknij mordę i słuchaj.
Spędziłem trzynaście lat życia ledwo ogarniając, co się wokół mnie dzieje.
Pijany, delikatnie mówiąc.
Nagle zobaczyłem ją, latarnię uliczną świecącą mi w twarz.
500 gigawatów mocy Boga.
Widziałem obraz mojego rozdętego ciała znalezionego w jakimś rowie.
Przestraszyłem się.
Kupiłem więc koszulę z kołnierzykiem, wziąłem
kredyt hipoteczny i wyrobiłem sobie kartę kredytową.
Wszystkie rzeczy, które czynią człowieka dobrym.
Miałem nadzieję, że uda mi się wychować dzieci na lepszych ludzi niż ich ojciec.
Chciałem wierzyć, że nigdy nie byłem o krok od mojego najgorszego „ja".
Ale prawda jest taka.
Dyscyplina.
Chęci.
Rutyna.
Niekończąca się jebana desperacja, by wszystko załatwić.
Kochająca żona? Wspaniałe dzieci?
Trzeźwość?
Mówię ci.
Tobie.
Osiągnięcia, za którymi goniłem przez całe życie.
Nigdy nie czułem się tak dobrze, jak tego oczekiwałem po przekroczeniu linii mety.
...
Więc teraz, gdy już jesteśmy na końcu. Przeprowadzając rachunek sumienia.
Podczas tych nocy, gdy kręciło mi się w głowie i zapadałem się w kanapie.
W moich dłoniach było rozbite szkło. Bawiła mnie zastygająca krew.
Stare psy śmiały się i warczały na łóżku wodnym, szydząc z księżyca, że ośmielił się
pokazać swoje oblicze.
Same mdłości, zgliszcza, wymiociny i paskudne okrucieństwo.
A jedynym problemem na świecie była pusta butelka.
To były najlepsze dni w moim życiu.
Tak.
To były najlepsze dni w moim życiu...
Nie mam nic do ukrycia. Jestem gotowy stawić czoła muzyce.
Widzę siebie takim, jakim jestem.
Ale ty? Tchórzliwy, samolubny skurwiel i nawet tego nie widzisz.
Powinienem był być w stanie chronić dzieciaka...
Jeśli mógłbym zrobić jedną rzecz dobrze, to chciałbym dać mu choć jedną szansę
na zejście z tej przeklętej skały.
Currently Offline
Favorite Game
180
Hours played
84
Achievements
Game Collector