Install Steam
sign in
|
language
简体中文 (Simplified Chinese)
繁體中文 (Traditional Chinese)
日本語 (Japanese)
한국어 (Korean)
ไทย (Thai)
Български (Bulgarian)
Čeština (Czech)
Dansk (Danish)
Deutsch (German)
Español - España (Spanish - Spain)
Español - Latinoamérica (Spanish - Latin America)
Ελληνικά (Greek)
Français (French)
Italiano (Italian)
Bahasa Indonesia (Indonesian)
Magyar (Hungarian)
Nederlands (Dutch)
Norsk (Norwegian)
Polski (Polish)
Português (Portuguese - Portugal)
Português - Brasil (Portuguese - Brazil)
Română (Romanian)
Русский (Russian)
Suomi (Finnish)
Svenska (Swedish)
Türkçe (Turkish)
Tiếng Việt (Vietnamese)
Українська (Ukrainian)
Report a translation problem




………………„-^*'' : : „'' : : : : *-„
…………..„-* : : :„„--/ : : : : : : : '\
…………./ : : „-* . .| : : : : : : : : '|
……….../ : „-* . . . | : : : : : : : : |
………...\„-* . . . . .| : : : : : : : :'|
……….../ . . . . . . '| : : : : : : : :|
……..../ . . . . . . . .'\ : : : : : : : |
……../ . . . . . . . . . .\ : : : : : : :|
……./ . . . . . . . . . . . '\ : : : : : /
….../ . . . . . . . . . . . . . *-„„„„-*'
….'/ . . . . . . . . . . . . . . '|
…/ . . . . . . . ./ . . . . . . .|
../ . . . . . . . .'/ . . . . . . .'|
./ . . . . . . . . / . . . . . . .'|
'/ . . . . . +rep . . . . . . .'|
'| . . . . . \ . . . . . . . . . .|
'| . . . . . . \„_^- „ . . . ..'|
'| . . . . . . . . .'\ .\ ./ '/ . |
'| .\ . . . . . . . . . \ .'' / . '|
| . . . . . . . . . . / .'/ . . .|
| . . . . . . .| . . / ./ ./ . .|
Michał to chłop jak patyk z kartonu,
Na siłce mu wstyd — nie uniesie betonu.
Wszyscy się śmieją: „Znowu ten cienki?”
Lecz w oczach mu ogień, nie żadne miękki.
Chudy jak szczur, z twarzy blady,
Lecz w sercu wojownik — nie dla zasady.
Nie zna progresu, nie rośnie wcale,
Wciąż ta sama klata, te same fale.
Matka mu mówiła: „Synu, tyś cudem,”
Bo pierwszy z płodów odszedł pod grudę.
Ciężki to cień, co spadł mu na duszę,
Lecz Michał nie płacze — ściska karnisze.
Nie ma genetyki, diety, ni wsparcia,
Ale ma wolę, co łamie twardziela.
Gdy inni rosną — on tylko marzy,
Że kiedyś zapomni, jak bardzo mu ciąży...
Lecz w lustrze codziennie, gdy patrzy w cień siebie,
Mówi: „Jeszcze nie teraz. Ale kiedyś — w niebie,
lub na tej ziemi, gdy przyjdzie godzina,
ja też podniosę żelazo jak skała i glina!”
Niech więc się śmieją. Niech lecą szydery.
Michał nie pęka. On kuje... charakter.