Jesteś inżynierem. Budzisz się w ośrodku wypoczynkowym na Księżycu, ubierasz kombinezon i zabierasz się do roboty. Tylko że nikogo tu nie ma. Metal kurczy się i rozciąga pod wpływem temperatury, skrzecząc przy tym niemiłosiernie. Kineskopy wyświetlające tablicę przylotów piszczą, jakby miały zaraz zgasnąć. Kapiące krople wody odbijają się echem w rurach, a wideo reklamowe wita nieobecnych przyjezdnych. Stacja, choć pusta, jest żywa i oddycha.

Routine reprezentuje kasetowy futuryzm - wizję przyszłości opartą o technologie lat 80. Miniaturowe kineskopy, monochromatyczne interfejsy komputerów i wszechobecne przyciski oraz przełączniki, które obsługuje się ręcznie. Technologia jest tu namacalna i nierzadko bywa kapryśna. Podstawowym narzędziem jest CAT, przypominające kamerę z programu Apollo urządzenie wielofunkcyjne. Wyposażone jest w kamerę i ekran kineskopowy o niskim odświeżaniu, który czasami wymaga rozmagnesowania przyciskiem. Obcowanie z urządzeniami jest nie tylko zabawą samą w sobie, ale też sprawnie inkorporowano je do rozgrywki. Zmiana trybu CAT-a wymaga naciśnięcia serii klawiszy oraz użycia suwaków, co w sytuacji zagrożenia może być wyzwaniem.

A zagrożeń, jak to w horrorze, jest aż nadto. Baza patrolowana jest przez humanoidalne roboty pod kontrolą SI, której nie podobają się żywe istoty. Nie kontroluje jednak wszystkich mechanicznych ciał jednocześnie, a przeskakuje między nimi w czasie patrolu. Sprawia to, że widok nawet nieaktywnej maszyny jest niepokojący, ponieważ w każdej chwili może ożyć, a możliwości obronne są ograniczone. Można próbować tymczasowo ogłuszyć oprawcę, ale najskuteczniejsze jest schowanie się w szybie wentylacyjnym czy pod stołem. Z tego względu nawet proste czynności, jak czytanie maili w terminalu, wymaga ciągłego nasłuchiwania kroków i staje się testem nerwów.

Routine dobrze rozumie, że największym wentylem dla napięcia w horrorze jest śmierć, dlatego nie odkręca go tak łatwo. Złapanie przez robota nie skutkuje natychmiastową śmiercią, a brutalnym rzuceniem o podłogę i szansą na ucieczkę. To nie zwyczajne ułatwienie, a mechanizm podniesienia stawki pościgu. Serce bije wtedy jak szalone, a SI potrafi też zmieniać dynamicznie strategię i ciało w trakcie pogoni. Natomiast jeśli ktoś uważa, że gra jest jednak zbyt pobłażliwa, późniejsze etapy radykalnie zmieniają zasady łamiąc horrorowe schematy w zaskakujący sposób.

Atmosfera Routine jest niezwykle immersyjna. Diegetyczne interfejsy, bogate, industrialne dźwięki czy konieczność nasłuchiwania każdego kroku przeciwników sprawiają, że napięcie momentami było nie do zniesienia, szczególnie w drugiej połowie gry. I niech was nie zwiodą zwiastuny ani powyższe wrażenia - to nie jest kolejna opowieść o złej SI. To pięknie opowiedziana i zachwycająca wizualnie alegoria, o której trudno przestać myśleć nawet na długo po zobaczeniu napisów końcowych.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
Comments are disabled for this review.