vo!dxoii
Sigma
Poland
jadą świry jadą
jadą świry jadą
Favorite Game
Oda do Mokotowa
(czyli lament studenta z autobusu linii 116)

O, Mokotowie, dzielnico zguby,
W twych granicach duszę tracę, jak w trumny zguby.
W progu twym – chaos, smród i zgrzyt,
Światła czerwone, korek, smog i wściekły sznyt.

Zaiste, gdym jeszcze w Bielanach stał,
Nadzieja tliła się, że dzień przetrwałbym cały.
Lecz gdy tylko granicę twą przekraczam z lękiem,
Świat się wygina, czas cofa, gęstnieje powietrze z wdziękiem.

Tu deszcz pada tylko poziomo,
A bezdomny – święty twój prorok – siada obok mnie z skromnością ogromną.
Wzrok mu błyszczy, palec w górę,
„To znak!” – rzecze – „że dziś cię znów spotka przygoda ponura.”

Ach, Mokotowie, przeklęta maszyno,
Ruchomy labiryncie walców i dźwigo-sino.
Na mym szlaku policyjne hordy,
Syreny ryczą jak w piekła akordy.

Z jednej strony droga szybkiego ruchu –
Z drugiej budowy jęk i kurz w oddechu.
Przez tłumy idę, krok w krok z rozpaczą,
Gdy wpadam w błoto po kolana – to już znaczy, że dnia nie przepracuję inaczej.

I kiedy myślę, że nic mnie nie zaskoczy,
Wtedy w Mokotowie chmurą leci w twarz beton z wysoka, bez zbędnych słów i oczu.
A autobus – me więzienie na kółkach –
Zamienia się w saunę śmierci, ciszy nie znając w swych żółtych spółkach.

Zatem mówię, z duszy, z trzewi, z płuc:
𝐉𝐞𝐛𝐚ć 𝐌𝐨𝐤𝐨𝐭ó𝐰 – w tym wyrazie cały mój gniew i smutek mój wróg.
Niechaj ten lament unosi się wyżej,
By wiedział każdy student, co w tej dzielnicy przeżyć się sili i nie umrzeć w ciszy.

Niech więc przeminie ten czas cierpienia,
Niech znajdę drogę, co prowadzi do zbawienia.
Lecz dziś, raz jeszcze, w deszczu, błocie i kurzu,
O Mokotowie, mówię ci – zgiń, przepadnij w bezlitosnym burżu.
Comments
vo!dxoii Jan 28, 2025 @ 11:25am 
sigma :tabbycat: